ZDJĘCIA W STADZIE KONI. “DZIĘKUJĘ, ŻE MI TO “POWIEDZIELIŚCIE”.

Uwielbiam te “rozmowy” z nimi… wiele mogę dowiedzieć się o sobie przebywając w stadzie. W ich towarzystwie nie da się udawać kogoś, kim się nie jest. Mówią mi: „PASJA to bycie sobą. Bycie autentycznym.

Między nami nie ma miejsca na udawanie”.

Wydawać by się mogło, że zdjęcia w stadzie koni to jedne z najprostszych zadań – stanąć między nimi, pstryk i gotowe.

Otóż przekonałam się, że wcale nie…, ponieważ różni się to znacznie od sesji zdjęciowej z jednym koniem. Na padoku konie są wolne, mogą robić co chcą i to one wybierają, czy podejdą do mnie czy nie. Do tej pory uczestniczyłam głównie w zaplanowanej sesji, gdzie wiedziałam, jak się ubrać, jak ustawić się z koniem (czego ja oczekuję) i jaki jest jej cel. W stadzie koni nic nie jest zaplanowane. Po prostu JEST. I ja też JESTEM. Cóż za ogromna różnica i nauka pokory!

 

Będąc w stadzie doświadczyłam tego, że konie nie chciały do mnie podejść, a czasem wręcz uciekały. Fizycznie ich nie odganiałam, ale psychicznie już tak. Moja energia (do stada staram się wchodzić wyciszona, ale czasem jednak stres, który nieświadomie noszę w sobie daje się we znaki), nastawienie (żądam!) i maska perfekcjonistki, którą dość często zakładam (np. pokazuję, że się nie boję, kiedy tak naprawdę odczuwam strach i niepewność) sprawiały, że konie nie chciały być i “rozmawiać” ze mną.

Natomiast zawsze wtedy, kiedy byłam spokojna, serdeczna, cierpliwa były ze mną. Kiedy niczego nie oczekiwałam w zamian, kiedy prosiłam a nie żądałam (ależ to trudne!) oraz wtedy, kiedy nie wywoływałam presji ani na nich, ani na sobie (jakże wspaniale i lekko się wtedy żyje!). Kiedy w głowie jest “czysto” (bo ciężko jest nie myśleć o niczym).

 

Mowa ciała jest widoczna na zdjęciach – zarówno ludzka jak i końska. Gdy po kolejnej sesji zdjęciowej w stadzie koni przyjrzałam się dokładnie sobie i otaczającym mnie zwierzętom na niektórych zdjęciach, zaczęłam zastanawiać się. Kilka z nich to takie prawdziwe, autentyczne i pełne emocji fotografie, druga cześć to coś wymuszonego w myśl zasady „żeby przekaz zdjęcia był ciekawszy”.

 

Będąc w stadzie, konie uświadomiły mi, że jeśli chcę osiągać naturalny efekt to… zależy ode mnie. Od tego kim jestem w danej chwili…

Czy jestem perfekcjonistką, która żąda i oczekuje?

Czy jestem prawdziwa i pozawalam po prostu BYĆ – sobie i innym? Kiedy nie muszę niczego na siłę zmieniać w sobie, w koniach, czy w osobie, która mnie fotografuje ani w miejscu, którym jesteśmy. Wystarczy być tym, kim jestem naprawdę i szanować decyzje moich końskich modelów a wtedy i współpraca z nimi będzie owocna.

 

To jest trudne.

 

Konie odczuwają emocje. Doskonale widzą mnie i moją postawę – skanują jakby miały lasery w oczach. Nie wiedzą co osiągnęłam, jakim samochodem przyjechałam do stajni czy ile pieniędzy mam w portfelu. Nie wiedzą co to jest MMhorses ani jaki jest tego cel. Nie ma to dla nich zupełnie żadnego znaczenia. Wiedzą doskonale natomiast, jakie jest moje nastawienie. Jakimi emocjami emanuje. Co poprzez swoje ciało wyrażam. Wybierają czy chcą być ze mną czy nie.

 

Uczą pokory, która nierzadko „boli”.

 

Bycie sobą – (nie tylko na planie sesji zdjęciowej, ale w życiu ogólnie) to według mnie jeden z największych darów i umiejętności człowieka. Tworząc MMhorses i pokazując to, co robię zależy mi, aby zdjęcia były odzwierciedleniem rzeczywistości. To ode mnie zależy jaka ta rzeczywistość będzie. Właśnie dlatego tak bardzo istotne jest by w towarzystwie koni mieć dobre myśli, być pozytywnie nastawioną do tego, co robię oraz w jaki sposób osiągam to, na czym mi zależy.

 

Tego właśnie uczy mnie moja PASJA. Kocham to. Dziękuję, że mi to „powiedzieliście”.

Tags

Francuski pisarz Honore de Balzac jako trzy najpiękniejsze w świecie rzeczy wymienia żaglowiec pod pełnymi żaglami, tańczącą kobietę i biegnącego konia. Faktem jest, że zjawiska te wywołują niezapomniane odczucia. Zdjęcia z pełnymi gracji i inteligencji zwierzętami wyjątkowo relaksuje, napawa zachwytem i sprawia, że przenosimy się w świat magii…