“NIEBIESKI” TRENING

Mówi się, że pasja jest odskocznią od codzienności, daje energię i motywuje by iść do przodu mimo wątpliwości.

To prawda. Przyjazd do stajni, był najlepszym, co dzisiaj zrobiłam dla siebie. Konie sprawiają, że zapominam o wszystkim i skupiam się tylko na tym, co jest TERAZ. Uwielbiam to.

Przyjechałam rano do stajni, dzięki temu mogłam pobyć z nimi na padoku. Straciłam poczucie czasu, kompletnie.

Mój “niebieski”, melancholijny dzień powoli zaczął nabierać jaskrawych, żywych kolorów.

Patrzyłam jak Ekwi skubie sobie trawę i zastanawiałam się, czy konie wiedzą, które rośliny są dla nich dobre, a które trujące.

Kontynuując moje rozważania, dzisiaj dowiedziałam się kilka szczegółów na temat żywienia koni. Nie wiedziałam, że koń je łupiny ze słonecznika, albo że preparat na krzepnięcie krwi pachnie jak czekolada, a smakuje ohydnie – metalicznie i gorzko.

Oprócz tradycyjnej paszy (owies, siano) konie są karmione dodatkową porcją – sieczki, witamin, suplementów. Jest tego cała masa, w zależności od potrzeb.

Po krótkim szkoleniu z żywienia, czas na trening. Dzisiaj miałam wyjątkową ochotę na niebieskie dodatki – pasujące do mojego nastroju 🙂

Ekwi dostała ochraniacze neoprenowe Tattini na przód, i tył (strychulce) w jasnobłękitnym kolorze i kaloszki z diamencikami. Bardzo ładnie to wszystko się komponowało na jej pięknych długich nogach.

Dzisiejszy trening skupiał się głównie na kierowaniu koniem. Trenowałam jazdę po kołach, jeździłam slalomem po całej ujeżdżalni. Podobno, wychodziło mi to całkiem nieźle.

Cieszę się, bo kierowanie koniem to jeden z elementów, nad którym najbardziej chcę się skupić. Dobrym rozwiązaniem, było obieranie sobie szczebli na ujeżdżalni – takie ćwiczenie na jazdę do celu.

Wnioski?

Jazda na wprost wcale nie jest taka łatwa. Dotarcie do celu nie jest proste. Wystarczy lekki brak kontroli nad sytuacją, a podążamy w zupełnie innym kierunku. Skupienie się na celu bardzo pomaga.

Wyjątkowo dobrze mi się dzisiaj kłusowało. Trzymałam stabilnie rękę, wodze na kontakcie, starałam się zgrać z rytmem  Ekwi. Szczerze powieszawszy udało mi się to osiągnąć. Klika razy czułam takie wyjątkowe zespolenie – jak gdybyśmy rozumiały o co nawzajem nam chodzi. Płynęłyśmy.

Chce poczuć to samo w galopie – niestety ten jest jeszcze wciąż rozchwiany. Ciało giba się na boki, a podczas kłusa ćwiczebnego, kiedy przygotowuje się do galopu pochylam się do przodu (asekuracja).

Dzięki zdjęciom uświadomiłam sobie, że zamiast działać łydką, zdarza mi się robić to piętą. Teraz wiem nad czym muszę popracować.

Najbardziej jednak, jestem dumna z tego, że pamiętam o ułożeniu rąk. Zależy mi żeby czuć, że to ja mam kontrolę nad koniem i całą sytuacją, równocześnie będąc delikatną.

Dzisiaj miałam na sobie bawełniany top, bryczesy Iris od Tattini (bardzo kobiecy i rzucający się w oczy model),  kask Tattini i tradycyjnie moje oficerki Breton.

Zgrzane, zmęczone i przeszczęśliwe 🙂

Tags

Strona korzysta z plików cookies w celu
realizacji usług zgodnie z naszą Polityką Cookies / Polityką Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close