JAZDA KONNA MNIE UCZY…SAMEJ SIEBIE

To już 3 trening z Ekwiwalencją w stajni Czerkis.

Ekwiwalencja jest wspaniałym koniem, idealnym do nauki jazdy. Ostatni trening z nią wiele mnie nauczył:

Po pierwsze – osiąganie malutkich celów jest cholernie ważne!

Wcale nie jest takie proste kierować koniem – mówię tu o jeździe na wprost. Każdy delikatny ruch mojej ręki sprawia, że Ekwi dostaje sygnał – nie zawsze prawidłowy. Ćwiczenia jazdy na wprost były dla mnie takim odzwierciedleniem osiągania sukcesów w życiu… małymi kroczkami, (których nie zawsze toleruje, bo od razu chcę te największe!).

Nie, to jednak tak nie działa. Nie można osiągnąć dużych, wielkich celów, od razu. Na początku trzeba opanować w stopniu perfekcyjnym te całkiem malutkie. Te najmniejsze podstawy. Potem kolejny malusieńki kroczek, i tak po kolei. Nie wszystko od razu! A jak smakuje osiągnięcie celu? (w tym przypadku proste dojechanie do szczebla ogrodzenia)-jest! Udało mi się!  Jak ja to kocham!

Po drugie – ja wyznaczam kierunek, ja… jestem kreatorem mojej rzeczywistości

W trakcie treningu okazało się, że często patrzę się w dół- na nogi konia, a przecież wzrok powinien być panoramiczny – głowa uniesiona, która kontroluje wszystko. Ja wyznaczam kierunek, ja prowadzę. Przywódca nie patrzy w dół, tylko w górę, żeby widzieć cel. Muszę (a raczej chcę) kontrolować to, co się dzieje wokół mnie, a spuszczona głowa sprawia, że poddaje się temu, co jest i jestem prowadzona – oddaję kontrolę i odpowiedzialność.

To trochę tak jak w życiu, czyż nie? Jeśli człowiek pozwala innym za siebie decydować,  jeśli ma spuszczoną głowę i przytakuje innym nie jest kreatorem swojego życia. Oddaje to innym. Poddaje się, tak, więc nie ma wpływu na nic. A to bardzo kosztowny błąd. Więc głowa zawsze do góry, wzrok panoramiczny! Ja jestem przywódcą swojego życia, więc je kontroluje!

Po trzecie i chyba najważniejsze – myśli!

Czasem mam taki natłok różnych dziwnych chaotycznych myśli, że to wszystko powoduje we mnie stres i napięcie. A jeśli chodzi o stres, to w tym potrafię być mistrzynią. Oj tak! Ciało się zaciska, negatywne myśli, (że zaraz się coś stanie), i co? Wszystko przechodzi na konia i… nie wychodzi.

Czasem stres jest też efektem ogromnej chęci zrobienia wszystkiego dobrze, tak jak należy, żeby było ładnie i pięknie, ale w jeździe konnej (tak jak i w życiu), nie zawsze wychodzi tak, jak chcemy. Jeśli nie wyjdzie, lepiej się uśmiechnąć, być wdzięcznym za to, że uczę się i próbować dalej. Jeszcze raz. Iść cały czas do przodu.

Odkryłam moment, kiedy stres opuszcza mnie zupełnie – podczas galopowania, wtedy czuję się wolna i wtedy myślę tylko o tym, co robię teraz. To właśnie, dlatego, postawiłam sobie za cel – pewnie siedzieć w siodle i kierować koniem, żeby móc galopować jak najdłużej i najwięcej.

Podczas ostatniego spotkania, dowiedziałam się, że konie boją się kałuży, bo nie widzą dna. Nie wiedzą, czy ma ona centymetr czy 10 metrów głębokości. Z Ekwi udało nam się przejść przez kałużę za 3 razem.

Na trening zabrałam ze sobą kurtkę bomberkę od Tattiniego, moją futrzaną kamizelkę  i buty… śniegowce zamiast oficerek. Oj nie! Nigdy tego nie róbcie. Noga w strzemieniu ślizgała mi się jak szalona i powodowało to kompletny brak stabilności w strzemieniu.

Zawsze musi być typowo końskie wyposażenie. 🙂

Konie mnie uczą. Pasja uczy mnie podążać w swoim kierunku i osiągać wymarzone cele.

Tags

You May Also Like

Strona korzysta z plików cookies w celu
realizacji usług zgodnie z naszą Polityką Cookies / Polityką Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close