CAVALIADA WARSZAWA 2017

W miniony weekend odwiedziłam Warszawę. Przyjechałam tu specjalnie na Cavaliadę, która jest wielkim świętem jeździectwa. Zależało mi, żeby zobaczyć dwa konkretne konkursy.

Po pierwsze chciałam na żywo zobaczyć rywalizację Wenus vs. Mars, a po drugie zaprzęgi konne, które coraz to bardziej mnie fascynują.

Wenus vs. Mars

To konkurs, w którym uczestniczy para – Wenus amazonka i Mars jeździec. Chodzi w nim o to, który z zawodników – kobieta czy mężczyzna szybciej pokona tor przeszkód. Mimo, że każdy z nich walczy o zwycięstwo indywidualnie, to jego wynik liczony jest drużynowo. Lepszy z nich wygrywa i przechodzi dalej, słabszy odpada z gry. W taki sposób grono uczestników zawęża się, by końcowa rozgrywka zadecydowała, kto jest lepszy – Panie czy Panowie ?

Halowy Puchar Polski w Powożeniu Zaprzęgami Parokonnymi

Zdecydowanie bardziej fascynujący i widowiskowy konkurs niż skoki przez przeszkody. Liczy się w nim duża precyzja, doświadczenie i współpraca. Cała trudność polega na tym, że trzeba na raz kierować nie jednym, ale kilkoma końmi! Tor przeszkód składa się z ostrych zakrętów i wąskich przejazdów. Wymaga zgrania całej ekipy – koni i balansujących zawodników na bryczce. Zwycięzcą konkursu został Adrian Kostrzewa ze swoją czwórką pięknych koni rasy lipicańskiej.

 __

„Wiesz, co? Gdybym miał konia i zaprzyjaźniłbym się z nim, nigdy bym go tu nie zabrał. Nigdy bym go nie naraził na taki stres. Dla mnie to by znaczyło, że nie jestem jego przyjacielem. Nie chciałbym zarabiać na przyjaźni i jego zaufaniu. Gdyby jednak mój koń okazał się szołmenem, to bylibyśmy tu razem. Po skończonych zawodach szlibyśmy RAZEM – ja OBOK niego. „

                                                                    -Jeden z najmądrzejszych ludzi, których w życiu poznałam.

Sama impreza podobała mi się. Pod względem wizualnym i organizacyjnym.  To było prawdziwe „szoł” – bo o to z resztą chodziło. Żeby rozbawić publiczność. Żeby przyciągnąć tłumy widzów.

Widziałam uśmiechniętych i klaszczących ludzi. Widziałam piękne konie i ładnie ubranych jeźdźców.  Jeśli chodzi właśnie o nich – ludzi, którzy pracują z tymi końmi i trenują z nimi to, ukłon w ich stronę za umiejętności.  Naprawdę, widać było pracę, którą w to włożyli. I szanuję to.

Jednak… jeśli chodzi o same konie, to impreza nie podobała mi się wcale.  Oczywiście zupełnie nie chodzi mi o wygląd tych zwierzaków, bo każdy z nich dosłownie błyszczał się!

Ale…

Mówi się, że CAVALIADA to święto jeździectwa. Tak, to prawda. To święto JEŹDZIECTWA, nie koni. Zastanawiam się, czy któryś z widzów przy tym wszystkim pomyślał o samych koniach, poza tym, że są ładne, pięknie się ruszają i są nauczone wszystkich tych wspaniałych rzeczy, których chce od nich człowiek.

Nie znam się dobrze na koniach, daleko mi od zwierzęcego behawiorysty, (chociaż przez całe swoje życie mam psy i wychowałam się na wsi wśród zwierząt), nie prezentuję również grupy „naruralsów”. Po prostu wyciągam wnioski z obserwacji. Sądzę, że wszystkie te konie były zestresowane. Swoją mową ciała prosiły, żeby zabrać je jak najdalej z tego miejsca. Jedne pokazywały to wymownie, inne nie.

Nigdy wcześniej nie myślałam o tej imprezie w ten sposób. Nigdy wcześniej nie myślałam o koniach w ten sposób.

Do czasu.

Cavaliada Zawsze wydawała mi się to takim wielkim „WOW”! Ale, ocknęłam się i zdałam sobie sprawę, że jestem pod wpływem ogromnej fascynacji umiejętności jeździeckich i owego „szoł” – muzyki, prędkości, przepięknych koni. Nigdy nie patrzyłam na tą imprezę przez pryzmat… samego konia.

A może czas na to.

Wyobraź sobie, że jesteś koniem. Widzisz prawie wszystko naokoło swojej głowy. Słyszysz każdy szept, każdy szelest. Czujesz – masz mega wrażliwy węch. W Twoim życiu liczy się tylko to, żeby być bezpiecznym, najeść się i mieć święty spokój. Generalnie wiesz i Twój instynkt podpowiada Ci, że w świecie zwierząt musisz uciekać, bo możesz stać się czyimś obiadem. Kumasz, że w hierarchii zwierząt jesteś ofiarą bo jesteś roślinożercą.

Teraz taka sytuacja – Twój partner, przewodnik, przywódca, jeździec (zwał jak zwał) zabiera Cię w miejsce, gdzie jest głośno (już pomijam drących się i klaskających ludzi, ale zwracam uwagę na ogromny huk muzyki i basów dobiegający z głośników), słyszysz wszystko kilkakrotnie głośniej, niż kiedy jesteś człowiekiem. Dźwięki dosłownie rozsadzają Ci łeb. Widzisz… pełno świateł, migających naokoło, błysków (pamiętaj, że dzięki swoim ogromnym oczom widzisz w powiększeniu!). Czujesz inne konie, i różnych ludzi, których nie znasz.

To jeszcze nie koniec. Na swoim grzbiecie masz owego partnera, który ciśnie Cię w brzuch, żebyś galopował szybciej, skakał wyżej. Ciągnie Cię za Twój pysk kawałkiem metalu, żebyś biegł dokładnie tam, gdzie on chce.

MIX.

Mix bodźców wizualnych, zapachowych, słuchowych, dotykowych.

Biegniesz, jak najszybciej, jak najdalej. Byle tylko za chwilę zostawili Cię w spokoju. Bylebyś mógł wrócić do kawałka swojego miejsca – ciasnego boksu z pysznym sianem.

Wygrywacie… macie pierwsze miejsce. Jesteś  z siebie dumny?

 

Tags

Dodaj komentarz

seventeen − 15 =

Strona korzysta z plików cookies w celu
realizacji usług zgodnie z naszą Polityką Cookies / Polityką Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close